Technika Tiffany’ego – to nie jest zwykłe „wycinanie szkiełka i klejenie”, ale prawdziwa szklana magia oprawiona miedzią i cyną! Wyobraź sobie, że bierzesz kolorowe kawałki szkła, szlifujesz je z zacięciem do perfekcji (z bezpośrednim kontaktem ze szkłem i – jakby nie patrzeć – czasem z opuszkiem palca!), a potem owijasz je folią miedzianą jak prezent na święta.
Następnie sięgasz po lutownicę – tu zaczyna się zabawa: to, co wydawało się tylko szkłem, staje się witrażem!
W tej technice nie ma miejsca na nudę czy rutynę. Każdy element lampy czy zawieszki to drobny, ręcznie dopieszczany detal. To właśnie ta metoda pozwala na tworzenie nie tylko klasycznych okiennych witraży, ale też fantazyjnych zwierzątek. Lutownica raz w jednej ręce, szkło w drugiej, a od czasu do czasu cyna ląduje w miejscu, o którym nie śniłeś... Efektem są przedmioty, które nie tylko łapią światło, ale też łapią spojrzenia: „Wow, to zrobiłeś sam?!”.
Jeśli myślisz, że witraż Tiffany’ego to sztuka tylko dla poważnych artystów, to bardzo się mylisz! To radość tworzenia, świetna zabawa i trochę szklanej adrenaliny – bo nigdy nie wiesz, czy ten skrawek szkła nie zechce być o milimetr większy niż projektował projekt! Technika Tiffany’ego to styl, pasja i odrobina szaleństwa zamknięte w kolorowym szkle, a każdy gotowy witraż to dowód, że naprawdę warto czasem się ubrudzić... w miedzi i cynie!






